Czy, jako facet zarażony bakcylem muzyki, mogłem odpuścić wizytę w mieście, gdzie mieszkał Chopin z George Sand? Oczywiście nie. Już samo miasto, rozłożone malowniczo na stoku o łagodnym nachyleniu, robi wrażenie. Stare, wąskie uliczki, ukwiecone gdzie się tylko da.
Odwiedzamy oczywiście klasztor gdzie Chopin mieszkał, i pomieszczenia zwane celami. Nie wzbraniałbym się jednakowoż przed mieszkaniem w takiej „celi”. Jest olbrzymie muzeum Chopina z biblioteką i fortepianem- playelem, stanowiącym już wartość tylko muzealną. Do prawdziwego koncertu (codziennie jest jeden recital) przeznaczona jest Yamaha. I tu widać inwazję Japończyków. I tak dobrze że nie „Kawai”. Recital przy pełnej sali pokazuje uniwersalność muzyki Chopina.
Aby publiczności nie zniechęcać poszły tylko najłatwiejsze formy: nokturny i walce. Ale i tak pięknie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz