Na Fuercie jest zakaz wydzielania plaż hotelowych, wszystkie są ogólnodostępne, w zarządzie miasta czy gminy. Wypożyczyć można leżaki i parasole za 13 Euro dziennie. Wycwaniliśmy się jednak (nie tylko my) i pobliskim sklepiku zakupiliśmy parasol plażowy za 8 euro. Pozostawimy go tu wyjeżdżając, może sprzątaczka odda innemu gościowi za 5 Euro?
Kiedyś na wycieczce w Jordanii był w naszej grupie facet nie znający (jego żona też) ani słowa w żadnym obcym języku. Do obsługi hotelowej zwracał się: kolega! I walił niezrażony po polsku. Tutaj też mamy takiego poliglotę, który swym nieuctwem językowym wręcz się szczyci. Na dodatek opowiada że wyjeżdża (tak jak i tu) tylko żeby się nachlać, obojętne mu gdzie. Czasy ponoć się zmieniają, ale typy ludzkie pozostają niezmienione od lat.
Różne są też spojrzenia np. na religię. Otóż podczas zwiedzania Betancurii- dawnej stolicy Fuerteventury obowiązkowym punktem programu jest kościół. Tam widzimy m,in kontrowersyjną scenę obrzezania Chrystusa!
Wyspa liczy raptem 100 tys mieszkańców, jednak więcej jest tutaj kóz. Nie bez kozery, bo kozie sery właśnie z Fuerty są znane na całym świecie. Warto zatem odwiedzić tradycyjną kozią farmę.
Również wyspa znana jest ogólnie z wytwórni aloesu. Deszcz pada ponoć zaledwie 2 tygodnie w roku i zdarzyło się to właśnie tuż przed naszym przyjazdem. Rezultat był taki że podczas zwiedzania wyspy widzimy niespotykaną ilość zieleni! A widoki jakie oferuje Fuerteventura i bez tego są imponujące.
Maghreb, czyli miejsce gdzie zachodzi słońce - to jedna z pierwszych definicji, która wryła mi się w pamięć podczas wieloletniego pobytu w północnej Afryce. Pozostała fascynacja architekturą, kulturą i historią, nostalgia za przepięknymi krajobrazami, ciepłem morza Śródziemnego. Wszystkie kraje północnej Afryki, której dominującą częścią (zachodnią) jest właśnie Maghreb są z pozoru podobne, a jednak różne. Wyruszymy w podróż po tej fascynującej krainie.
niedziela, 29 listopada 2015
piątek, 27 listopada 2015
fuerta- (re)animacje
Program dnia, póki co, mamy nieskomplikowany. Rano, po śniadaniu, idziemy na plażę nad ocean (Atlantyk). Wracamy na lunch. Obowiązkowo pół godzinki dla słoninki i po południu nad basent (nie poprawiać!). Jakieś atrakcje sportowe w rodzaju pingaponga czy dartsów, kąpiel, potem sangria czy mojito i wieczorem na kolację. Wszystko nieprzyzwoicie smaczne, więc ćwiczę silną wolę by się nie przeżerać. Po kolacji znów do baru, różne występki, animacje.
Najfajniejsze te dla dzieci, gdzie odnajdujemy swoje ulubione kawałki: veo veo, que vez? oraz „ciu ciuła”.
Niestety hotel opanowany jest przez Niemców. Wkoło tylko ten język, animacje też głównie po niemiecku. Nas na początku też brali za Niemców, ale szybko się połapali, tym bardziej, że używam tu tylko hiszpańskiego.
Ciekawe są animacje dla dorosłych. W pierwszym tygodniu pobytu, zdecydowaną przewagę mieli Niemcy. Liczebną. np. w bule (boule) 15:1. Gram tak, jak nauczyłem się od Francuzów, rzutów z rotacją wsteczną. Kilka zagrań mi wychodzi i pod koniec już 4 Niemców rzuca w ten sam sposób co ja.
W ping pongu - stół kiepski a rakietki jeszcze gorsze, zwykłe deski z PDT. Wziąłem co prawda swój profesjonalny sprzęt, ale nie chcę nim grać, gdy inni grają „dechami”. Wygrywam i tak, aż tu zjawia się niemiaszek i rozpakowuje swojego „Tibhara”. Wkurzyłem się, poszedłem do domu po mojego Donica z gumami Butterfly. Niemiec, jak to zobaczył, narobił w portki ze strachu, toteż zadanie miałem ułatwione. Polonia mi kibicowała, jakby była to bitwa pod Grunwaldem. Taki był też i rezultat, nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!
A w drugim tygodniu pobytu proporcje się wyrównały i było z grubsza 50/50.
Najfajniejsze te dla dzieci, gdzie odnajdujemy swoje ulubione kawałki: veo veo, que vez? oraz „ciu ciuła”.
Niestety hotel opanowany jest przez Niemców. Wkoło tylko ten język, animacje też głównie po niemiecku. Nas na początku też brali za Niemców, ale szybko się połapali, tym bardziej, że używam tu tylko hiszpańskiego.
Ciekawe są animacje dla dorosłych. W pierwszym tygodniu pobytu, zdecydowaną przewagę mieli Niemcy. Liczebną. np. w bule (boule) 15:1. Gram tak, jak nauczyłem się od Francuzów, rzutów z rotacją wsteczną. Kilka zagrań mi wychodzi i pod koniec już 4 Niemców rzuca w ten sam sposób co ja.
W ping pongu - stół kiepski a rakietki jeszcze gorsze, zwykłe deski z PDT. Wziąłem co prawda swój profesjonalny sprzęt, ale nie chcę nim grać, gdy inni grają „dechami”. Wygrywam i tak, aż tu zjawia się niemiaszek i rozpakowuje swojego „Tibhara”. Wkurzyłem się, poszedłem do domu po mojego Donica z gumami Butterfly. Niemiec, jak to zobaczył, narobił w portki ze strachu, toteż zadanie miałem ułatwione. Polonia mi kibicowała, jakby była to bitwa pod Grunwaldem. Taki był też i rezultat, nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!
A w drugim tygodniu pobytu proporcje się wyrównały i było z grubsza 50/50.
środa, 25 listopada 2015
Fuerteventura
Ze względu na trwający cały październik Konkurs Chopinowski, wyszło na to, że na wakacje w tym roku możemy pojechać dopiero w listopadzie. Trzeba tylko wybrać ciepłą okolicę. Rzut oka na mapy pogody wystarczył by odkryć niedaleko biegun ciepła. Jest nim zatoka Aqaba nad Morzem Czerwonym. Zarezerwowałem hotel w Tabie, ale ze względu na zagrożenia terrorystyczne moje biuro odwołało wyjazd! Co robić? Dżerba też odpada, pozostały Wyspy Kanaryjskie a konkretnie Fuerteventura. Zagrożenie mniejsze co nie oznacza mniejszej czujności. Sama nazwa wyspy- Fuerte Ventura sugeruje silne wiatry, z drugiej strony nazwa miejscowości Costa Calma- spokojne wybrzeże. Widok oceanu z naszego okna to potwierdza.
A propos: nazwa Kanary nie pochodzi od kanarków ale od słowa canis- pies. Wyspy owe przez wieki były siedliskiem dzikich psów. Psów już nie ma, nazwa pozostała.
Ponad 5 godzin lotu to dużo. Kładziemy się spać okropnie zmęczeni, ale następny ranek rekompensuje wszystko. Widok z domku na ocean, czyściutka i spokojna woda. Świadom jestem swych doświadczeń z Teneryfy, gdzie to prądy były tak silne, że nie dało się wejść do wody. A gdy już się wlazło, to ciężko było wyjść. Chyba że na czworakach. Na dodatek ciemny wulkaniczny piasek sprawiał, że po plażowaniu człek wyglądał jak brudny. Tutaj- odwrotnie, kąpiel jak w Morzu Śródziemnym. Ocean cieplutki, żadnych prądów utrudniających kąpiel, jasny afrykański piaseczek. Fuerteventura leży najbliżej Afryki ze wszystkich wysp Kanaryjskich i tu zatrzymuje się nawiewany (niecałe 100 km) saharyjski piasek.
niedziela, 9 listopada 2014
tunezja- leniuchowanie
Odzyskujemy siły leniuchując na basenie. Hotel Laico- trudna nazwa do zapamiętania. Odwróćmy pierwszą literę. Co mamy? Jajco. I taka nazwa jest prostsza. Idziemy na naszą plażę. Woda w tej części Morza Śródziemnego cieplejsza niż w basenie- tak na oko 27 stopni. Żyć nie umierać. Zielona noc. Przygotowane występki miejscowej kapeli, tancerek i – clo programu- taniec brzucha. Tancerka tańczy zrazu sama, potem szuka jeleni wśród publiki. Na początek wybrała
sobie mnie!! Wyszedłem z nią zatem i wszyscy faceci mi zazdrościli.
sobie mnie!! Wyszedłem z nią zatem i wszyscy faceci mi zazdrościli.
Tunezja- na pustynię
Nieopodal „święty meczet” w „świętym mieście” Kairuanie. Darujmy sobie. Nie można nawet wejść do środka.
Za to można wejść do domostwa wydrążonego w ziemi, w Matmacie. Nie tylko wejść ale i pogadać z mieszkańcami, skosztować hobzy (to taki chlebek) domowego wypieku. Wreszcie obiad nie w mieście, hotelu, lecz w oryginalnej berberyjskiej chałupie. Od razu lepiej smakuje.
jedziemy na pustynie by z grzbietów wielbłądów oglądać zachód słońca. pomi9mo problemów robię extra zdjęcia
Docieramy do miasta Douz (12) czyli wrot pustyni. Spać bo jutro pobudka o 4:00. Potrzebna, bo przed nami przejazd przez największy ‘szot” czyli wysychające słone jezioro- „Chott El Jerid”. I niezapomniany malowniczy wschód słońca. Jedziemy dalej, bo już czekają Jeepy, którymi przejedziemy niezły kawałek (180 km) trasy rajdu Dakar. Przezornie wziąłem aviomarin.
Wizytujemy miasteczko na pustyni, gdzie kręcono Gwiezdne Wojny. Wrażenie autentyczności, brakuje tylko podkłady muzycznego Williamsa
Wracamy do hotelu. 20 godzin na nogach do dużo.
Za to można wejść do domostwa wydrążonego w ziemi, w Matmacie. Nie tylko wejść ale i pogadać z mieszkańcami, skosztować hobzy (to taki chlebek) domowego wypieku. Wreszcie obiad nie w mieście, hotelu, lecz w oryginalnej berberyjskiej chałupie. Od razu lepiej smakuje.
jedziemy na pustynie by z grzbietów wielbłądów oglądać zachód słońca. pomi9mo problemów robię extra zdjęcia
Docieramy do miasta Douz (12) czyli wrot pustyni. Spać bo jutro pobudka o 4:00. Potrzebna, bo przed nami przejazd przez największy ‘szot” czyli wysychające słone jezioro- „Chott El Jerid”. I niezapomniany malowniczy wschód słońca. Jedziemy dalej, bo już czekają Jeepy, którymi przejedziemy niezły kawałek (180 km) trasy rajdu Dakar. Przezornie wziąłem aviomarin.
Wizytujemy miasteczko na pustyni, gdzie kręcono Gwiezdne Wojny. Wrażenie autentyczności, brakuje tylko podkłady muzycznego Williamsa
Wracamy do hotelu. 20 godzin na nogach do dużo.
sobota, 8 listopada 2014
tunezja 2014- pierwsze wycieczki
No i wycieczki. Tunis. I w zasadzie to wszystko co można powiedzieć.
Przepiękna medyna, którą pamiętam sprzed lat zamieniła się w jeden wielki stragan. Dzielnica Tunisu- Kartagina, to miejsce prestiżowe, lokalizacja ambasad i siedziba władz. Nie na darmo jedna z audycji w TV Tunezyjskiej nosi nazwę: „acuualite de Cartage” – aktualności z Kartaginy. Nieopodal słynne starorzymskie miasto Hannibala.
A w zasadzie to co z niego pozostało czyli ruiny term. Ani rozmachem ani urodą nie mogą podskoczyć Libijskiej Sabracie, czy Leptis Magna. Nie wspominając już o perełkach oferowanych przez Algierię. Djamila, Timgad, czy Tipaza biją Kartaginę na głowę.
Najładniejsze z tej wycieczki to biało- niebieskie miasteczko Sidi Bou Said. Warte chyba zdjęć które ładnie wyszły. Idziemy na obiadek, a jedna pani z grupy, mówi że zamówiłaby kawę ale nie wie jak (?!). Na szczęście kelner usłyszał i się domyślił, bo jej mąż z tak skomplikowanym problemem też sobie nie poradził.
Wycieczka na pustynię to przeżycie. Nie tylko dlatego ze musieliśmy przez 2 dni wstawać o 4 rano i tłuc się kilkaset kilometrów. Wczesnym rankiem (dobrze, bo nie na jeszcze tłoku) amfiteatr w El Jem. Największy w Afryce i trzeci na świecie. Włoskie Koloseum oczywiście poza konkurencją.
Jedziemy przez okolice, gdzie co rusz spotykamy stragany z kanistrami. To prywatne „stacje benzynowe”. Bezrobocie i bida na prowincji skłania miejscowych do kontrabandy benzyny od sąsiadów, gdzie ceny są znacznie niższe
środa, 5 listopada 2014
Tunezja 2014
Trzy kraje północnej Afryki gdzie można swobodnie jeździć. Trzy a nie pięć, bo Libia i Algieria poziomem turystyki i dostępności nie dorównują.
Ostatnio eksplorowałem Maroko i po dwakroć Egipt, toteż przyszedł czas na Tunezję. Kraj frankofoński, zatem już podczas wakacji zarzuciłem myślenie po hiszpańsku i nie rozpocząłem wraz z innymi normalnego roku akademickiego. Przeczytałem w oryginale „Trzech muszkieterów” i „Dżumę” Camusa. Może te ruchy się przydały, a na pewno nie zaszkodziły. Ale i tak testowałem głównie arabski, którego nie zapomniałem przez ponad ćwierć wieku. Prawdę mówiąc używałem go też na wyjazdach do innych krajów arabskich.
No ale znalazłem się w Tunezji. Niezłomne postanowienie zrobienia 2 wycieczek: pierwsza to Tunis – Kartagina – Sidi Bou Said. Druga to dwudniowa wycieczka na Saharę.
Atrakcje zaczynają się już na Okęciu, gdzie w kolejce za nami stanął Stefan Antiga. Przeżycie duże, zwłaszcza dla Ewelinki- zapamiętałego kibica siatkówki. Pogadalim, pogratulowalim, uścisnęlim grabulę.
Lądujemy w Monastyrze i za chwilkę (nieco ponad godzinkę) docieramy do hotelu. Na dzień dobry zapoznajemy się z okolicą. Dzielnica Hamametu- Jaśmin, jest rzeczywiście bardzo ładna i na dodatek u schyłku sezonu- pustawa. Tak zresztą jak nasz hotel, w porach posiłków przypada obsługa personelu na gościa w stosunku 1:1. Woda w basenie +25 stopni zadawalająca, a w Morzu Śródziemnym, w naszej zatoczce +27. I luzik. I cieplutko ale nie upalnie. Współczuję tym, którzy muszą tu być w wakacje (czerwiec- lipiec- sierpień).
W hotelu i na basenie króluje animator Ahmed. Fajny chłopak, pełen pomysłów i werwy. Codziennie gimnastyka w basenie, mecze waterpolo z dozwolonym przytapianiem, widać było determinację zawodników. Po południu gra w bule (jest specjalny „bulodrom”). Grałem wielokrotnie i to z powodzeniem. Z Ahmedem szybko się skumplowałem. Pod koniec pobytu widzę, że stoliki na basenie są już zakurzone. Czemu nie weźmiesz szmaty i nie wytrzesz?- pytam Ahmeda. Bo nie warto- on na to- wszyscy prawie turyści już wyjechali. A ja?- pytam- ah, ty to nie gość, a rodzina!!
Ostatnio eksplorowałem Maroko i po dwakroć Egipt, toteż przyszedł czas na Tunezję. Kraj frankofoński, zatem już podczas wakacji zarzuciłem myślenie po hiszpańsku i nie rozpocząłem wraz z innymi normalnego roku akademickiego. Przeczytałem w oryginale „Trzech muszkieterów” i „Dżumę” Camusa. Może te ruchy się przydały, a na pewno nie zaszkodziły. Ale i tak testowałem głównie arabski, którego nie zapomniałem przez ponad ćwierć wieku. Prawdę mówiąc używałem go też na wyjazdach do innych krajów arabskich.
No ale znalazłem się w Tunezji. Niezłomne postanowienie zrobienia 2 wycieczek: pierwsza to Tunis – Kartagina – Sidi Bou Said. Druga to dwudniowa wycieczka na Saharę.
Atrakcje zaczynają się już na Okęciu, gdzie w kolejce za nami stanął Stefan Antiga. Przeżycie duże, zwłaszcza dla Ewelinki- zapamiętałego kibica siatkówki. Pogadalim, pogratulowalim, uścisnęlim grabulę.
Lądujemy w Monastyrze i za chwilkę (nieco ponad godzinkę) docieramy do hotelu. Na dzień dobry zapoznajemy się z okolicą. Dzielnica Hamametu- Jaśmin, jest rzeczywiście bardzo ładna i na dodatek u schyłku sezonu- pustawa. Tak zresztą jak nasz hotel, w porach posiłków przypada obsługa personelu na gościa w stosunku 1:1. Woda w basenie +25 stopni zadawalająca, a w Morzu Śródziemnym, w naszej zatoczce +27. I luzik. I cieplutko ale nie upalnie. Współczuję tym, którzy muszą tu być w wakacje (czerwiec- lipiec- sierpień).
W hotelu i na basenie króluje animator Ahmed. Fajny chłopak, pełen pomysłów i werwy. Codziennie gimnastyka w basenie, mecze waterpolo z dozwolonym przytapianiem, widać było determinację zawodników. Po południu gra w bule (jest specjalny „bulodrom”). Grałem wielokrotnie i to z powodzeniem. Z Ahmedem szybko się skumplowałem. Pod koniec pobytu widzę, że stoliki na basenie są już zakurzone. Czemu nie weźmiesz szmaty i nie wytrzesz?- pytam Ahmeda. Bo nie warto- on na to- wszyscy prawie turyści już wyjechali. A ja?- pytam- ah, ty to nie gość, a rodzina!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













