Do Ouargli, niepisanej stolicy południowej Algierii mamy tylko 200 km i postanawiamy zwiedzać okolicę. Od czasu do czasu przy drodze są wystawione róże pustyni posklejane w olbrzymie fantazyjne stwory. Dookoła żywej duszy (nawet sprzedawców owych róż)- wielkie nic, poprzetykane kępkami trawy alfa.
Do czasu. Niby nikogo, ale zawsze jak stawaliśmy na chwilkę (człowiek miewa różna potrzeby), za chwilę pojawiał się w bezpiecznej odległości jakiś Arab i bacznie obserwował. My z synem dawaliśmy sobie swobodnie radę, ale moja żona była najwyraźniej niezadowolona. Skąd się oni biorą- dziwiła się- przecież na horyzoncie nikogo nie widać? Może leżą zagrzebani w piasku- zgadywałem- i czekają na okazje?
Tu mała dygresja: drogi w Algierii są generalnie dużo lepsze niż w Polsce, a nasz Dromex robi bardzo dobrą robotę. Jako ciekawostkę powiem, że najładniejszą obwodnicę wybudowano w 1984 roku dla miasta Rouina (co może nie dziwić, zawszeć to lepiej omijać ruiny), najlepsze zaś drogi miał wilajat czyli województwo Mascara (oczywiście wymawialiśmy-maszkara)
Z „Radia Koopera”
Chociaż rzecz to niebywała, trzech arabów w kierki grało.
Czemu w kiery, do cholery- krzyczy arab,
jak mas kara
Sama Ouargla- zaskoczenie in plus. Nic z przykrytego kurzem i piaskiem pustynnego miasteczka- tu galeria (sklep przemysłowo- spożywczy), tam suk (bazar), to na placyku wystawa róż pustyni, a nieopodal ciekawe muzeum tradycji i kultury. Na obrzeżu miasta – gaj palm daktylowych, a na szocie (chott- wysychające okresowo jezioro) mój syn ćwiczył baniolem swoje pierwsze rajdowe poślizgi. Ale czas w drogę- wracamy do tzw. cywilizacji czyli na północ w stronę Touggourtu.
Teraz już nie ma obawy o nocleg, po drodze mijamy luksusowy „Hotel Beduin” i za 5 dinarów (25 dinarów wchodziło na 1 dolara) możemy zanocować. Nie skorzystaliśmy. Po drugiej stronie szosy- grobowiec marabuta (świętego) wolał widać taki los niż nocleg w hotelu. W ogóle w Algierii (w odróżnieniu np. od Tunezji) marabutów jest dużo, przy każdej szosie, w każdym nieście, osadzie, ba- nawet na plaży.
Maghreb, czyli miejsce gdzie zachodzi słońce - to jedna z pierwszych definicji, która wryła mi się w pamięć podczas wieloletniego pobytu w północnej Afryce. Pozostała fascynacja architekturą, kulturą i historią, nostalgia za przepięknymi krajobrazami, ciepłem morza Śródziemnego. Wszystkie kraje północnej Afryki, której dominującą częścią (zachodnią) jest właśnie Maghreb są z pozoru podobne, a jednak różne. Wyruszymy w podróż po tej fascynującej krainie.
czwartek, 21 lipca 2011
poniedziałek, 18 lipca 2011
algieria cd- zastawa
Z cyklu: „opowieści algierskie”
Zastawa
Zauroczeni M’Zabem zapominamy o rzeczach przyziemnych i dopiero późnym popołudniem odkrywamy, że zmierzch wkrótce i warto się zakwaterować. Niestety w hotelu nie mogą znaleźć naszej rezerwacji, w najbliższej okolicy wszystko zajęte, radzą nam jednak by pojechać do niedużego hotelu w Beriane, ok. 40 km od Ghardaii. O dziwo w przytulnym hoteliku były miejsca, a rano schodząc na śniadanie zobaczyliśmy zaparkowaną obok naszego bagnola (czytamy: baniol- pieszczotliwie: stary grat) Zastawe 1100p, a w barze przy stoliku obok nas- rodaków z Oranu. Ponieważ na śniadanie proponowano nam wyłącznie świeże (?!- 800 km od morza?) ryby, przezornie zrezygnowaliśmy z usług restauracji, lecz zaimprowizowaliśmy wspólne śniadanie za własnych wiktuałów.
Wy też nie znaleźliście nic w Ghardaii?- zapytałem.
Nie- usłyszałem w odpowiedzi- my tu z konieczności, do Ghardaii jeszcze nie dojechaliśmy bo samochód się popsuł. Wyobraźcie sobie, wczoraj popołudniu zaczął przerywać, kasłać i w końcu stanął.
Tu na placyku??- zapytałem
Nie przerywaj! Niedaleko, koło takiej szopy. Stoję bezradny, bo aparat zapłonowy się rozpadł, a dzieciarnia, której zawsze jest pełno, poinformowała mnie życzliwie, że ta szopa to warsztat samochodowy i zaprowadziła do właściciela. Ten, jak dowiedział się o co chodzi, z niezmąconym spokojem poszedł z nami do szopy. Zaczął grzebać w kupie części zamiennych i za chwilę wygrzebał aparat zapłonowy do Zastawy 1100p model 1980!!! Zamontował i działa!
Zastawa
Zauroczeni M’Zabem zapominamy o rzeczach przyziemnych i dopiero późnym popołudniem odkrywamy, że zmierzch wkrótce i warto się zakwaterować. Niestety w hotelu nie mogą znaleźć naszej rezerwacji, w najbliższej okolicy wszystko zajęte, radzą nam jednak by pojechać do niedużego hotelu w Beriane, ok. 40 km od Ghardaii. O dziwo w przytulnym hoteliku były miejsca, a rano schodząc na śniadanie zobaczyliśmy zaparkowaną obok naszego bagnola (czytamy: baniol- pieszczotliwie: stary grat) Zastawe 1100p, a w barze przy stoliku obok nas- rodaków z Oranu. Ponieważ na śniadanie proponowano nam wyłącznie świeże (?!- 800 km od morza?) ryby, przezornie zrezygnowaliśmy z usług restauracji, lecz zaimprowizowaliśmy wspólne śniadanie za własnych wiktuałów.
Wy też nie znaleźliście nic w Ghardaii?- zapytałem.
Nie- usłyszałem w odpowiedzi- my tu z konieczności, do Ghardaii jeszcze nie dojechaliśmy bo samochód się popsuł. Wyobraźcie sobie, wczoraj popołudniu zaczął przerywać, kasłać i w końcu stanął.
Tu na placyku??- zapytałem
Nie przerywaj! Niedaleko, koło takiej szopy. Stoję bezradny, bo aparat zapłonowy się rozpadł, a dzieciarnia, której zawsze jest pełno, poinformowała mnie życzliwie, że ta szopa to warsztat samochodowy i zaprowadziła do właściciela. Ten, jak dowiedział się o co chodzi, z niezmąconym spokojem poszedł z nami do szopy. Zaczął grzebać w kupie części zamiennych i za chwilę wygrzebał aparat zapłonowy do Zastawy 1100p model 1980!!! Zamontował i działa!
środa, 13 lipca 2011
El Ateuf
Sidi Brahim
Po drugiej stronie drogi wiodącej do Ouargli leży Bou Noura, otoczona murem wygląda jak warownia. Samo miasto nieduże (nie to co Ghardaia) więc i otoczyć je łatwo. Tylko po co?- pytam mieszkańca M’Zabu. Zdziwił się, przecież to „miasto kobiet”, mężczyźni w rozjazdach, więc aby komu złe myśli nie przyszły do głowy, obwarowaliśmy je murem.
Zupełnie zaś z boku leży El-Ateuf. Kilkanaście kilometrów jazdy wąską dróżką i znajdujemy się w innym świecie. Lepione z gliny domostwa, pomalowane na niebiesko- to dla odstraszania much. Wąskie uliczki, a wszystkie prowadza, nie do Rzymu lecz do centralnego punktu miasta jakim jest grobowiec Sidi Brahima- to też święty czczony w całej Algierii.
Gardien czyli cieć i przewodnik (nie wiadomo dlaczego tutaj strasznie drogi- zażądał 50 DA) oprowadza nas i opowiada różne historie. Na skarpie powyżej grobowca widać trzy prawie jednakowe domki- to są tzw trzy siostry- objaśnia nam cieć. Sidi Brahim wybudował dom jednej żonie, to natychmiast dwie pozostałe zażądały domów i dla siebie. Zmieniał tylko miejsce zamieszkania, a w zasadzie nocowania. No cóż- mówię- wytrzymał z trzema babami, gdy i z jedną wytrzymać trudno- na pewno był święty.
Wchodzimy do grobowca, w środku jednej z „komnat” pali się świeczka. Oj, dobry to znak- gardien jest zachwycony bo liczy na kolejne dinary- Sidi Brahim zapalił świeczkę przyniesie wam szczęście. Widzimy też i ptaszka, - spójrzcie!- mówi szeptem cieć- toż to sam Sidi Brahim, przyleciał was powitać (kolejne 20 dinarów). Sidi Brahim tutaj mieszkał!- tu pokazuje na pomieszczenie na podwyższeniu- w piątki zamieniał się w gołębia i latał na nabożeństwa do Ouargli (200 km). Na ścianie widzimy mnóstwo brązowych linii, takich o długości 30-50 cm, czasem 2-3 tuż obok siebie. Co to jest- pytam jeszcze nieświadomy. Jak to?- cieć zdumiony że musi takim matołom jak my wyjaśniać proste sprawy- on tu mieszkał! Nie wychodził!! Znaczy się widzimy najstarsze g… świata- skomentowała moja manżelka.
Po drugiej stronie drogi wiodącej do Ouargli leży Bou Noura, otoczona murem wygląda jak warownia. Samo miasto nieduże (nie to co Ghardaia) więc i otoczyć je łatwo. Tylko po co?- pytam mieszkańca M’Zabu. Zdziwił się, przecież to „miasto kobiet”, mężczyźni w rozjazdach, więc aby komu złe myśli nie przyszły do głowy, obwarowaliśmy je murem.
Zupełnie zaś z boku leży El-Ateuf. Kilkanaście kilometrów jazdy wąską dróżką i znajdujemy się w innym świecie. Lepione z gliny domostwa, pomalowane na niebiesko- to dla odstraszania much. Wąskie uliczki, a wszystkie prowadza, nie do Rzymu lecz do centralnego punktu miasta jakim jest grobowiec Sidi Brahima- to też święty czczony w całej Algierii.
Gardien czyli cieć i przewodnik (nie wiadomo dlaczego tutaj strasznie drogi- zażądał 50 DA) oprowadza nas i opowiada różne historie. Na skarpie powyżej grobowca widać trzy prawie jednakowe domki- to są tzw trzy siostry- objaśnia nam cieć. Sidi Brahim wybudował dom jednej żonie, to natychmiast dwie pozostałe zażądały domów i dla siebie. Zmieniał tylko miejsce zamieszkania, a w zasadzie nocowania. No cóż- mówię- wytrzymał z trzema babami, gdy i z jedną wytrzymać trudno- na pewno był święty.
Wchodzimy do grobowca, w środku jednej z „komnat” pali się świeczka. Oj, dobry to znak- gardien jest zachwycony bo liczy na kolejne dinary- Sidi Brahim zapalił świeczkę przyniesie wam szczęście. Widzimy też i ptaszka, - spójrzcie!- mówi szeptem cieć- toż to sam Sidi Brahim, przyleciał was powitać (kolejne 20 dinarów). Sidi Brahim tutaj mieszkał!- tu pokazuje na pomieszczenie na podwyższeniu- w piątki zamieniał się w gołębia i latał na nabożeństwa do Ouargli (200 km). Na ścianie widzimy mnóstwo brązowych linii, takich o długości 30-50 cm, czasem 2-3 tuż obok siebie. Co to jest- pytam jeszcze nieświadomy. Jak to?- cieć zdumiony że musi takim matołom jak my wyjaśniać proste sprawy- on tu mieszkał! Nie wychodził!! Znaczy się widzimy najstarsze g… świata- skomentowała moja manżelka.
piątek, 8 lipca 2011
M'Zab- perła w skali światowej
ostatnio naszą podróż przerwaliśmy w el Beyadh, i kierujemy się teraz dalej na wschód na Laghuat. Im dalej na pustynię, tym częściej pojawiają się znaki: uwaga wielbłądy, a droga robi się coraz węższa. Czyżby oszczędzali na asfalcie lub na terenie? Nic z tego- drogi są zawiewane przez piasek i regularnie odśnieżane (przepraszam - odpiaszczane) przez pługi. Mijamy szybko senny Laghuat, i pędzimy co koń (mechaniczny) wyskoczy, bo niedaleczko rozłożyło się na wzgórzach 5 miast: Ghardaia, Melika, Beni Isguen, Bou Noura, i El Ateuf. Te 5 miast tworzy unikatowy w skali światowej klejnot – M’Zab.
Mieszkańcy M’Zabu- Ibadyci (lub nazywani po prostu - Mozabitami), mając niezaprzeczalne zdolności handlowe spędzają większość czasu w rozjazdach, pozostawiając żony dzieci i kozy na miejscu. O tym że przekracza to normalne standardy może świadczyć, ze Bou Noura nazywana jest miastem kobiet.
Stolica M’Zabu- Ghardaia jest już znana na świecie- otóż tam, na głównym rynku kręcono sceny do Indiana Jones.
Do „świętego miasta”- Beni Isguen otoczonego murem, nie można wejść bez przewodnika.
Można natomiast wejść, ba –nawet wjechać samochodem na sam szczyt Meliki, gdzie zlokalizowany jest cmentarz. Wszystko to w charakterystycznym mozabickim stylu, z czteropalczastymi zakończeniami wieżyczek minaretów, czy marabutów. Dolina M’Zabu oglądana z góry wygląda jak biblijny raj, a w gaju palmowym i oliwnym, rozsiane są domostwa. Ciekawostka- na rynku w Ghardaii, co tydzień jest tzw. „targ na krzyki” – a polega to na tym, że kupujący siedzą sobie, a sprzedający chodzą od jednego do drugiego, biegają i krzyczą zachwalając swój towar. Taka formuła. Sam się nie oparłem i kupiłem za dinara torbę daktyli.
Mieszkańcy M’Zabu- Ibadyci (lub nazywani po prostu - Mozabitami), mając niezaprzeczalne zdolności handlowe spędzają większość czasu w rozjazdach, pozostawiając żony dzieci i kozy na miejscu. O tym że przekracza to normalne standardy może świadczyć, ze Bou Noura nazywana jest miastem kobiet.
Stolica M’Zabu- Ghardaia jest już znana na świecie- otóż tam, na głównym rynku kręcono sceny do Indiana Jones.
Do „świętego miasta”- Beni Isguen otoczonego murem, nie można wejść bez przewodnika.
Można natomiast wejść, ba –nawet wjechać samochodem na sam szczyt Meliki, gdzie zlokalizowany jest cmentarz. Wszystko to w charakterystycznym mozabickim stylu, z czteropalczastymi zakończeniami wieżyczek minaretów, czy marabutów. Dolina M’Zabu oglądana z góry wygląda jak biblijny raj, a w gaju palmowym i oliwnym, rozsiane są domostwa. Ciekawostka- na rynku w Ghardaii, co tydzień jest tzw. „targ na krzyki” – a polega to na tym, że kupujący siedzą sobie, a sprzedający chodzą od jednego do drugiego, biegają i krzyczą zachwalając swój towar. Taka formuła. Sam się nie oparłem i kupiłem za dinara torbę daktyli.
czwartek, 7 lipca 2011
słowniczek podróżnika
-zachodnią część Algierii i Maroko na razie opuścimy. przeniesiemy się w regiony troszkę bardziej na wschód. wschód- to znaczy Algieria wschodnia, Tunezja, Libia i Egipt- czyli region ociupinkę bardziej turystyczny, no i przydałby się może słownik podstawowych wyrażeń.
Język arabski używany w tym rejonie nie jest jednolity. Inne wyrażenia funkcjonują w Egipcie, inne a Algierii, ale trzon jest podobny lub zgoła ten sam.
To co napisałem jest tylko poznane z siedmioletniej praktyki. Nie z książek podręczników etc. Proszę zatem znawców o traktowanie "słowniczka" z przymrużeniem oka.
Słowniczek
Oto kilka użytecznych zwrotów po arabsku
Uwaga: staram się zachować pisownię polską, chociaż najczęściej wiele z poniższych zwrotów można spotkać w transkrypcji angielskiej bądź francuskiej
Liczebniki
1 -łached
2 -zus (klasyczne i do budowy liczb- etnin)
3 -tlata
4 -arba
5 -hamsa
6 -setta
7 -saba
8 -tamania
9 -tessa
10 -aszra
11 -łachdasz
12 -etnasz
13 -tlatasz
14 -arbatasz
15 -hamstasz
16 -...itd z dodatkiem „tasz” (akcent na tasz)
20 -aszrin
21 -łached-u-aszrin
25 -hamsa aszrin
30 -tlatain
40 …itd z dodatkiem “in”(akcent na in)
100 -mia
600 -setta mia
konstrukcja liczebników:
547 -hamsa mia saba arbain
dwa i pół:- zus-u-nus
grzecznościowe, przywitania itd
dzień dobry - saba’l hir
dobry wieczór - Sabah nur
do widzenia - massalama
bądź pozdrowion - salem alejkum
dziękuje - szukran
dziekuje bardzo - szukran ketir
proszę bardzo - afłan (odpowiedź na szukran)
jak leci - ke rak? (często też pytane:
Jak sie czujesz - kif halek ?
dobrze (odpowiedź) le bes, behi
dzięki bogu HAMDULILLAH (częsta odpowiedz na pytanie jak się czujesz)
patrz - szuf
słuchaj - asma
(wyrażenie często rozpoczynające konwersacje)
słuchaj bracie - Asma huja
tak - ajła
nie - la
ile? - gedasz?
która godzina - Gedasz sa?
Gdzie? - Łen?
nieważne - Malesz
UWAGA, być może - Belek
Dobry - - mleh, kłejs, saha
Niedobry- - nusz kłejs (poparte cmykaniem)
mały, pomału, powoli, spokojnie (często używane)- Szłeija
dużo, duży - Ketir, kibir-
jest - fi (na zachodzie- kein)
nie ma - ma fisz (na zachodzie- ma kensz)
pieniądz - flus
nie ma sensu -ma fisz fajda
kto ? – szkun ?
ja – ena
ty - enta
koniec! (np.)targów –HALAS (często używane)
jutro – bukra, gudua
może jutro, jak Allah dopuści - munken bukra insz Allah - ulubione powiedzenie arabów
woda - maja
chleb (ichni placek)- hobza
rzeka - uadi, ued
piasek - ramla, gaza
święto - aid
najważniejsze u nich święto: dzień barana - aid kibir
skrzynka - sanduk (czy nie z rosyjskiego?)
samochód - sayara
zepsuty, rozbity - kasura
sayara kasura - to częsty widok na ulicach arabskich miast
Język arabski używany w tym rejonie nie jest jednolity. Inne wyrażenia funkcjonują w Egipcie, inne a Algierii, ale trzon jest podobny lub zgoła ten sam.
To co napisałem jest tylko poznane z siedmioletniej praktyki. Nie z książek podręczników etc. Proszę zatem znawców o traktowanie "słowniczka" z przymrużeniem oka.
Słowniczek
Oto kilka użytecznych zwrotów po arabsku
Uwaga: staram się zachować pisownię polską, chociaż najczęściej wiele z poniższych zwrotów można spotkać w transkrypcji angielskiej bądź francuskiej
Liczebniki
1 -łached
2 -zus (klasyczne i do budowy liczb- etnin)
3 -tlata
4 -arba
5 -hamsa
6 -setta
7 -saba
8 -tamania
9 -tessa
10 -aszra
11 -łachdasz
12 -etnasz
13 -tlatasz
14 -arbatasz
15 -hamstasz
16 -...itd z dodatkiem „tasz” (akcent na tasz)
20 -aszrin
21 -łached-u-aszrin
25 -hamsa aszrin
30 -tlatain
40 …itd z dodatkiem “in”(akcent na in)
100 -mia
600 -setta mia
konstrukcja liczebników:
547 -hamsa mia saba arbain
dwa i pół:- zus-u-nus
grzecznościowe, przywitania itd
dzień dobry - saba’l hir
dobry wieczór - Sabah nur
do widzenia - massalama
bądź pozdrowion - salem alejkum
dziękuje - szukran
dziekuje bardzo - szukran ketir
proszę bardzo - afłan (odpowiedź na szukran)
jak leci - ke rak? (często też pytane:
Jak sie czujesz - kif halek ?
dobrze (odpowiedź) le bes, behi
dzięki bogu HAMDULILLAH (częsta odpowiedz na pytanie jak się czujesz)
patrz - szuf
słuchaj - asma
(wyrażenie często rozpoczynające konwersacje)
słuchaj bracie - Asma huja
tak - ajła
nie - la
ile? - gedasz?
która godzina - Gedasz sa?
Gdzie? - Łen?
nieważne - Malesz
UWAGA, być może - Belek
Dobry - - mleh, kłejs, saha
Niedobry- - nusz kłejs (poparte cmykaniem)
mały, pomału, powoli, spokojnie (często używane)- Szłeija
dużo, duży - Ketir, kibir-
jest - fi (na zachodzie- kein)
nie ma - ma fisz (na zachodzie- ma kensz)
pieniądz - flus
nie ma sensu -ma fisz fajda
kto ? – szkun ?
ja – ena
ty - enta
koniec! (np.)targów –HALAS (często używane)
jutro – bukra, gudua
może jutro, jak Allah dopuści - munken bukra insz Allah - ulubione powiedzenie arabów
woda - maja
chleb (ichni placek)- hobza
rzeka - uadi, ued
piasek - ramla, gaza
święto - aid
najważniejsze u nich święto: dzień barana - aid kibir
skrzynka - sanduk (czy nie z rosyjskiego?)
samochód - sayara
zepsuty, rozbity - kasura
sayara kasura - to częsty widok na ulicach arabskich miast
poniedziałek, 4 lipca 2011
Maroko wolne od cła (?)
W owym czasie w Maroku istniały 2 oazy wolnocłowe: Ceuta i Melilla- enklawy hiszpańskie w Afryce. Ceuta- łatwo dostĘpna- ot tylko skok przez cieśninę gibraltarską, ale do Melilli trzeba było dostać się promem z Malagi bądź też z Alicante. Więcej zachodu to i kontrola luźniejsza, nic więc dziwnego, że w graniczącym z Melillą Nadorze kwitł czarny rynek aż miło. Ceny takie że miałem wrażenie że dokładają do interesu. Kupiłem dżinsy za 7 dolców (służyły mi 5 lat) synowi fajną kurtkę zimową (swoją kiedyś nieopatrznie pozostawił w samochodzie) za 5 (!).
Zainteresowanie me wzbudził handlowiec odziany w sandałki, marynarkę i czapkę narciarską, sprzedający whisky, oferował ją za jedyne 6 zielonych. Niedużo, ale czy zdołam wwieźć ją do Algierii? No ale perspektywa potargowania się kusi, tym bardziej że menel nie mówi ni w ząb po francusku(??!)
-gedasz (ile)?-pytam po arabsku- sześć to strasznie dużo- dodaję.
Hamsa (pięć)- on na to.
Wydałem jęk zaskoczenie i zdziwienia
- ile??? uahed dolar, kueis? (proponuję bezczelnie jednego dolara)
Zrobił minę jakbym chciał mu zabić nieletnie dzieci, aliści przy uahed-u nus ( półtora) zaczął mięknąc a przy zus dolar (2) wymamrotał: “saha” i przybił piątkę. Oryginalny litrowy Jasio wędrowniczek widać wędrował niezbyt ostrożnie i chyba wypadł z transportu.
Z dala od utartych szlaków leży Chefchawan- różne są pisownie wszak oryginał istnieje tylko w arabskim- mówimy na to z polska - Szeszuan. W górach Rif umieściło się unikalne miasteczko, klimatem swym przypominające algierski klejnot M’Zabu – El Ateuf. Domy pomalowane na niebiesko (wiadomo, odstraszaj muchy), kontrastują i różnokolorowymi straganami z przyprawami i rękodziełem. Mieszkańcy też ubrani w tradycyjne stroje, nie jak w większości miast- na europejską modłę. Tutaj, jak rzadko gdzie koegzystują trzy religie: muzułmańska, chrześcijańska i żydowska. Bardzo dziwne w tym rejonie świata, gdzie największą obrazą jest nazwać kogoś psem lub Żydem. Taki tygiel koegzystencji religii widziałem tylko w Egipcie, gdzie kościół koptyjski jest na równych prawach z muzułmańskim.
Stąd do Ceuty, czyli drugiej obok Melilli enklawy Hiszpanii w Afryce już tylko dwa kroki.
Zainteresowanie me wzbudził handlowiec odziany w sandałki, marynarkę i czapkę narciarską, sprzedający whisky, oferował ją za jedyne 6 zielonych. Niedużo, ale czy zdołam wwieźć ją do Algierii? No ale perspektywa potargowania się kusi, tym bardziej że menel nie mówi ni w ząb po francusku(??!)
-gedasz (ile)?-pytam po arabsku- sześć to strasznie dużo- dodaję.
Hamsa (pięć)- on na to.
Wydałem jęk zaskoczenie i zdziwienia
- ile??? uahed dolar, kueis? (proponuję bezczelnie jednego dolara)
Zrobił minę jakbym chciał mu zabić nieletnie dzieci, aliści przy uahed-u nus ( półtora) zaczął mięknąc a przy zus dolar (2) wymamrotał: “saha” i przybił piątkę. Oryginalny litrowy Jasio wędrowniczek widać wędrował niezbyt ostrożnie i chyba wypadł z transportu.
Z dala od utartych szlaków leży Chefchawan- różne są pisownie wszak oryginał istnieje tylko w arabskim- mówimy na to z polska - Szeszuan. W górach Rif umieściło się unikalne miasteczko, klimatem swym przypominające algierski klejnot M’Zabu – El Ateuf. Domy pomalowane na niebiesko (wiadomo, odstraszaj muchy), kontrastują i różnokolorowymi straganami z przyprawami i rękodziełem. Mieszkańcy też ubrani w tradycyjne stroje, nie jak w większości miast- na europejską modłę. Tutaj, jak rzadko gdzie koegzystują trzy religie: muzułmańska, chrześcijańska i żydowska. Bardzo dziwne w tym rejonie świata, gdzie największą obrazą jest nazwać kogoś psem lub Żydem. Taki tygiel koegzystencji religii widziałem tylko w Egipcie, gdzie kościół koptyjski jest na równych prawach z muzułmańskim.
Stąd do Ceuty, czyli drugiej obok Melilli enklawy Hiszpanii w Afryce już tylko dwa kroki.
piątek, 1 lipca 2011
Maroko
nie wyjechaliśmy jeszcze na wschód Algierii, w stronę Tunezji i Libii, toteż odwiedźmy na chwilkę kraj sąsiadujący na zachodzie. Troszkę był opisany i jeszcze będzie. Luźne impresje z dotychczasowych wizyt.
Droga z Oujdy do Tazy. Wieje sirocco jak cholera, pomarańczowy pył po horyzont. ale trzeba jechać dalej. W połowie drogi zatrzymuje nas partol policji. Zasieki i kolczatka wyglądają groźnie lecz to tylko rutynowa kontrola. Flik dokładnie sprawdza dokumenty i przepytuje gdzie dlaczego i na jak długo jedziemy.
Uwaga! możemy natknąć się na tzw trójwładzę
- policja czyli shorta (szorta) grasująca przede wszystkim (lecz nie tylko) w miastach
- żandarmeria czyli al.-darak- groźna zwłaszcza poza miastem
- celnicy czyli douane, nie tylko w rejonach przygranicznych
Po uzyskaniu pełnych informacji puszczają nas dalej.
Dojeżdżamy do Tazy, na małym placyku zatrzymuje nas władczym gestem policjant, 190 wzrostu, 120 kg , i z wolna kołysząc się zmierza do nas. Scena jak z westernu.
Dochodzi wreszcie do samochodu, odkręcam szybę, pochyla się i…
Ca va?- pyta cienkim głosikiem
Ca va- odpowiadam.
Sprawdzamy tylko (jakby się tłumaczył) czy wszystko w porządku, miałem komunikat z posterunku z drogi na Oujdę że tu jedziecie.
Poczuliśmy się pewniej.
Szukamy suku (bazaru). Wg opisu powinien gdzieś tu być, stoję na ulicy jak głupi i rozglądam się. Z tłumu wyłania się jakiś obdartus i pyta grzecznie czy może pomóc. Mówię, że szukam suku a on na to że podjedzie ze mną samochodem i pokaże mi. Nieświadom tego co mnie czeka (przez miedzę w Algierii tego nie było) wpuszczam gościa do auta, a ten każe mi wykręcić na druga stronę ulicy i zatrzymać się. Okazało się, że staliśmy dokładnie naprzeciwko suku. Wysiadamy i idziemy na suk a obdartus z nami i nawija że będzie naszym przewodnikiem. Stanowczo mówię HALAS (koniec) i że dziękuje za usługi, a ten bandyta na to, że muszę mu zapłacić 25 dirhamów bo stracił pół godziny. Wkurzyłem się. Asma - mówię- chciałeś przejechać się luksusowym samochodem i wynająłeś sobie mnie jako taksówkę, a to kosztuje 25 dirhemów. Płacisz, czy zawołać policje!?
Popatrzył złym wzrokiem, ale zmył się.
Droga z Oujdy do Tazy. Wieje sirocco jak cholera, pomarańczowy pył po horyzont. ale trzeba jechać dalej. W połowie drogi zatrzymuje nas partol policji. Zasieki i kolczatka wyglądają groźnie lecz to tylko rutynowa kontrola. Flik dokładnie sprawdza dokumenty i przepytuje gdzie dlaczego i na jak długo jedziemy.
Uwaga! możemy natknąć się na tzw trójwładzę
- policja czyli shorta (szorta) grasująca przede wszystkim (lecz nie tylko) w miastach
- żandarmeria czyli al.-darak- groźna zwłaszcza poza miastem
- celnicy czyli douane, nie tylko w rejonach przygranicznych
Po uzyskaniu pełnych informacji puszczają nas dalej.
Dojeżdżamy do Tazy, na małym placyku zatrzymuje nas władczym gestem policjant, 190 wzrostu, 120 kg , i z wolna kołysząc się zmierza do nas. Scena jak z westernu.
Dochodzi wreszcie do samochodu, odkręcam szybę, pochyla się i…
Ca va?- pyta cienkim głosikiem
Ca va- odpowiadam.
Sprawdzamy tylko (jakby się tłumaczył) czy wszystko w porządku, miałem komunikat z posterunku z drogi na Oujdę że tu jedziecie.
Poczuliśmy się pewniej.
Szukamy suku (bazaru). Wg opisu powinien gdzieś tu być, stoję na ulicy jak głupi i rozglądam się. Z tłumu wyłania się jakiś obdartus i pyta grzecznie czy może pomóc. Mówię, że szukam suku a on na to że podjedzie ze mną samochodem i pokaże mi. Nieświadom tego co mnie czeka (przez miedzę w Algierii tego nie było) wpuszczam gościa do auta, a ten każe mi wykręcić na druga stronę ulicy i zatrzymać się. Okazało się, że staliśmy dokładnie naprzeciwko suku. Wysiadamy i idziemy na suk a obdartus z nami i nawija że będzie naszym przewodnikiem. Stanowczo mówię HALAS (koniec) i że dziękuje za usługi, a ten bandyta na to, że muszę mu zapłacić 25 dirhamów bo stracił pół godziny. Wkurzyłem się. Asma - mówię- chciałeś przejechać się luksusowym samochodem i wynająłeś sobie mnie jako taksówkę, a to kosztuje 25 dirhemów. Płacisz, czy zawołać policje!?
Popatrzył złym wzrokiem, ale zmył się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























